Wyspa Coron – jak znalazłam raj na Filipinach

Wyspa Coron na Filipinach - turkusowa woda laguny u stóp ostrych wapiennych klifów
Laguna przy Wyspie Coron – pływanie w krystalicznej wodzie pod surowymi, czarnymi klifami

Krystaliczne jeziora ukryte wśród potężnych wapiennych klifów i turkusowe laguny, do których można dotrzeć tylko wpław. Poznaj Coron.

Czy raj na ziemi istnieje? Tak – i ma formę czarnych, postrzępionych klifów wyrastających pionowo z turkusowego Morza Sulu. Zaledwie dzień wcześniej zostawiłam za sobą Boracay – wyspę, która choć piękna na zdjęciach, nie zdołała mnie w pełni do siebie przekonać. Szukałam czegoś więcej niż tylko pudrowego piasku i turystycznego gwaru. Odnalazłam to właśnie tutaj. To Wyspa Coron.

Wyspa Coron na Filipinach i tradycyjne bangki w turkusowej zatoce u stóp wapiennych klifów
Portowa zatoka u między klifami Wyspy Coron – punkt startowy do jeziora Kayangan/fot. Agnieszka Skucińska

Wyspa Coron od lat zajmuje pierwsze miejsca w rankingach najpiękniejszych wysp świata – i po wizycie tam z pełnym przekonaniem mówię: te rankingi nie kłamią.

Zanim wyruszysz na laguny

Moja przygoda z Wyspą Coron na Filipinach zaczęła się od… kogutów. Obudziło mnie ich głośne pianie i przez chwilę nie mogłam zrozumieć, co się dzieje – pierwszy raz na jakimkolwiek rejsie zdarzyło mi się coś takiego. Zaraz potem usłyszałam bębny i wysokie dźwięki z portu. Była 7 rano, a lokalny zespół taneczny właśnie witał nasz statek w Coron Town.

Wyszłam z kawą na górny pokład, bo tylko stąd mogłam „przeskoczyć” wzrokiem surowe nabrzeże wyspy Busuanga. I wtedy ją zobaczyłam. W oddali wyrastały postrzępione, czarne klify Wyspy Coron – surowe, potężne i kompletnie inne od wszystkiego, co widziałam wcześniej. Wiedziałam, że ten widok to dopiero zapowiedź jezior, o których krążą legendy, i że każda minuta spędzona na ucieczce z portu w stronę tych skał będzie warta zachodu.

Lokalny zespół taneczny witający statek w porcie Coron Town na wyspie Busuanga na Filipinach
Tradycyjny taniec i muzyka na nabrzeżu w Coron Town – poranne powitanie statków przypływających do portu/fot. Agnieszka Skucińska

W tym artykule przeprowadzę Cię przez Wyspę Coron dokładnie tak, jak ja ją poznałam. Wyjaśnię, dlaczego Coron Town to nie to samo co Wyspa Coron, opowiem o niezwykłym ludu Tagbanwa, który pilnuje tutejszych skarbów, i podpowiem, jak zorganizować logistykę, by wycisnąć z tego miejsca esencję – nawet jeśli masz tylko kilka godzin, bo Twój statek wieczorem odpływa w stronę Tajwanu.

Coron Town vs wyspa Coron. Gdzie szukać raju, a gdzie logistyki?

Zanim zaczniesz planować wycieczkę, musisz wiedzieć coś, co myli niemal każdego turystę (i autorów wielu przewodników): Miasteczko Coron (Coron Town) wcale nie leży na wyspie o tej samej nazwie. To geograficzna pułapka, która potrafi zdezorientować już na samym początku.

  • Wyspa Busuanga (i Coron Town): to tutaj cumują statki rejsowe i znajduje się lotnisko. Na tej wyspie leży miasteczko Coron Town – Twoja baza cywilizacyjna, pełna hoteli, restauracji i głośnych tricycle’i. To stąd, z zakurzonego i industrialnego portu, wyruszysz w poszukiwaniu pocztówkowych widoków.
  • Wyspa Coron: to ta postrzępiona, tajemnicza sylwetka, którą widziałam z górnego pokładu statku. To tam ukryte są krystaliczne jeziora i laguny, które przyniosły regionowi światową sławę.

Dlaczego to ważne? Bo na Wyspę Coron dopłyniesz wyłącznie łodzią. Nie ma tam dróg ani hoteli. Pamiętaj o tym, rezerwując nocleg lub planując powrót na statek – to święte terytorium, gdzie jesteśmy gośćmi tylko przez kilka godzin dziennie. Warto też wiedzieć, że Wyspa Coron na Filipinach jest domem i własnością rdzennego plemienia Tagbanwa. 

Tradycyjne łodzie bangka zacumowane w porcie Coron Town na wyspie Busuanga na Filipinach
Bangki czekające na turystów w porcie Coron Town – stąd rozpoczynają się rejsy w stronę Wyspy Coron/fot. Agnieszka Skucińska

Strażnicy raju – kim są rdzenni mieszkańcy wyspy Coron?

Dla większości turystów Wyspa Coron to po prostu piękna, dzika wyspa – turkusowe laguny, wapienne klify i biały piasek. Niewielu jednak wie, że ta wyspa ma swoich prawowitych opiekunów – rdzennych mieszkańców z ludu Tagbanwa, jednej z najstarszych grup etnicznych na Filipinach.

Dla Tagbanwa wyspa, którą w ich języku nazywa się Calis, nie jest atrakcją turystyczną. To święte terytorium przodków, ziemia przesiąknięta historią, duchowością i tradycją. Od 1998 roku lud ten posiada pełne prawo do zarządzania wyspą i otaczającymi ją wodami – co oznacza, że to oni decydują, które obszary są dostępne dla odwiedzających. Dzięki ich determinacji Coron nie zostało przekształcone w kolejną betonową enklawę kurortów. To właśnie oni stoją na straży tego, co wyspa Corona na Filipinach ma najcenniejszego – jej naturalnego piękna i równowagi.

Święte jeziora – nie tylko krajobraz, ale i sacrum

Na Wyspie Coron znajduje się jedenaście jezior, ale dla turystów otwarte są tylko dwa: Kayangan i Barracuda. Pozostałe pozostają dla nas niewidzialne – zarówno fizycznie, jak i duchowo. To strefy sacrum, dostępne wyłącznie dla członków ludu Tagbanwa, którzy od pokoleń czuwają nad ich nienaruszonym charakterem.

Dla Tagbanwa woda to nie tylko żywioł, ale byt duchowy i pomost między światami. Wierzą, że każde jezioro ma własnych opiekunów, a kontakt z przodkami odbywa się tam poprzez rytuały i ofiary. To dlatego większość wyspy jest zamknięta dla przyjezdnych – tam nie ma miejsca na hałas czy komercję. Dzięki tej bezkompromisowej postawie, Tagbanwa zdołali utrzymać równowagę między nowoczesną turystyką a dziedzictwem przodków, zachowując duchowe serce Coron tylko dla siebie.

Ciekawostka

W kulturze ludu Tagbanwa jeziora nie są jedynie malowniczymi zbiornikami wody – to sfery sacrum, gdzie granica między światem żywych a światem duchów jest niezwykle cienka. W opowieściach starszyzny, zwłaszcza tych dotyczących najgłębszych jezior, takich jak Kayangan i Barracuda, do dziś powracają historie o „duchowej ośmiornicy” zamieszkującej niezbadane jaskinie pod taflą wody.

Według legendy, intruzi, którzy naruszali spokój wyspy, okazywali brak szacunku naturze lub łamali święte zasady, znikali w głębinach, wciągnięci przez macki strażniczki. Co istotne, w wierzeniach Tagbanwa nie postrzegano tego jako aktu ślepej zemsty. Było to metafizyczne przywrócenie porządku i równowagi, której człowiek nie powinien był zakłócać swoją obecnością.

Zbieracze jaskółczych gniazd – tradycja warta fortunę

Lud Tagbanwa znany jest także z niezwykłej odwagi i zręczności. Od pokoleń wspinają się po niemal pionowych, wapiennych klifach bez żadnych zabezpieczeń, by zbierać gniazda salangan – gatunku jaskółek, których ślina tworzy unikalną, żelatynową strukturę. To zajęcie nie tylko skrajnie niebezpieczne, ale i szalenie dochodowe.

Gniazda te to prawdziwe „jadalne złoto” i jeden z najdroższych produktów spożywczych na świecie. W kuchni azjatyckiej uchodzą za luksusowy rarytas, a w tradycyjnej medycynie przypisuje się im właściwości odmładzające i wzmacniające.

Ceny, które przyprawiają o zawrót głowy: Kilogram oczyszczonych gniazd najwyższej jakości na rynkach azjatyckich może kosztować nawet 10 000 USD. Kilka dni później, spacerując po targu w Tajwanie, na własne oczy widziałam niewielkie opakowania wycenione na blisko 1000 USD.

Dla Tagbanwa to źródło utrzymania, element tożsamości i dowód żywej tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Ich umiejętność poruszania się po zdradliwych skałach bez asekuracji, w pogoni za tym kulinarnym skarbem, budzi prawdziwy respekt – zwłaszcza gdy patrzy się na te potężne klify z poziomu morza.

Tradycyjne bangki na spokojnej wodzie zatoki otoczonej porośniętymi dżunglą wapiennymi klifami Coron
Jedna z zatok przy przy Wyspie Coron/fot. Agnieszka Skucińska

Jak dotrzeć do tego raju?

Tutaj trzeba postawić sprawę jasno: bezpośrednio na wyspę Coron nie dolecisz samolotem ani nie dojedziesz autem. Jedyną bramą do tego raju jest sąsiednia wyspa Busuanga, a ostatni etap podróży zawsze odbywa się na pokładzie łodzi. Masz trzy główne drogi, by znaleźć się w pobliżu:

  • Samolotem – kierunek Busuanga: to najczęstszy wybór. Loty z Manili czy Cebu trwają około godziny i lądują na lotnisku Francisco B. Reyes (Busuanga). Stamtąd czeka Cię około 45-minutowa podróż vanem do Coron Town. Dopiero stąd, z portu, możesz wyruszyć łodzią na właściwą Wyspę Coron.
  • Promem –  z sąsiednich wysp: jeśli zwiedzasz inne części Palawanu, np. El Nido, możesz skorzystać z szybkich promów. Rejs trwa około 4–5 godzin i kończy się w porcie w Coron Town (na Busuandze). To piękna trasa, ale podobno morze bywa tu kapryśne, więc warto przygotować się na chorobę morską.
  • Statkiem wycieczkowym – mój sposób: dla pasażerów statków wycieczkowych logistyka jest prosta, choć wymaga chwili zorganizowania. Statek cumuje bezpośrednio w porcie na wyspie Busuanga, skąd wystarczy krótki przejazd do nabrzeża. Tam przesiadasz się na tradycyjną bangkę – lokalną łódź, która jako jedyna ma „przepustkę”, by zabrać Cię pod same klify Wyspy Coron.

Jeśli planujesz własną trasę, warto sprawdzić aktualne rozkłady i mapy na stronie Coron-Busuanga, która jest świetnym źródłem wiedzy o lokalnym transporcie.

tatek wycieczkowy zacumowany przy wyspie Busuanga z widokiem na górzyste wybrzeże Coron na Filipinach
Statek Norwegian Sun cumujący w porcie przy wyspie Busuanga/fot. Agnieszka Skucińska

Rejsowe realia: jak nie zostać na brzegu?

Jeśli przypływasz na Busuanga statkiem wycieczkowym, czas jest Twoją najcenniejszą walutą. Nie marnuj go na szukanie transportu „na ślepo” po zejściu na ląd – każda minuta negocjacji w porcie to minuta mniej spędzona na turkusowej wodzie.

Po wyjściu ze statku szybko przekonaliśmy się, że znalezienie bangki „od ręki” graniczy z cudem. Większość łodzi była już zarezerwowana dla grup zorganizowanych przez biuro na statku.

Na szczęście na Filipinach niemożliwe nie istnieje. Złapaliśmy kontakt z lokalnym pośrednikiem (tzw. naganiaczem), który błyskawicznie zapakował nas do tricycle’a – lokalnej wersji tuk-tuka – i zawiózł nas do mniejszego portu. Tam, po kilku telefonach, znalazł dla nas prywatną bangkę. Mieliśmy ją tylko dla siebie, co przy ograniczonym czasie było bezcenne.

Tekst alternatywny (Alt opis)
Parterowy, kremowy budynek Philippine Ports Authority w porcie Coron pod jasnym, zachmurzonym niebem. Przed budynkiem znajduje się zadbany skwer z czterema przystrzyżonymi w kulę zielonymi drzewkami oraz niskim, niebieskim płotkiem. Po prawej stronie widać palmę i zaparkowany skuter, a po lewej fragment białego namiotu
Budynek Philippine Ports Authority w Coron Town to miejsce, od którego dla wielu podróżników zaczyna się morska przygoda. To stąd odpływają promy łączące wyspę z El Nido oraz mniejsze łodzie ruszające na podbój okolicznych lagun i jezior/fot. Agnieszka Skucińska

Prywatna bangka – klucz do spokojnej głowy

Naszą wyprawą dowodził kapitan oraz opiekun, który czuwał nad naszym bezpieczeństwem w wodzie. I to dosłownie – pływał obok mnie w lagunie Twin, dbając nie tylko o komfort, ale i o to, byśmy przy tym całym zachwycie zdążyli wrócić na statek przed czasem wypłynięcia.

Taka opieka jest nieoceniona, zwłaszcza gdy czas goni, a Ty chcesz wycisnąć z tych kilku godzin jak najwięcej. Gdybym miała powtórzyć tę przygodę – zdecydowanie zarezerwowałabym łódź z wyprzedzeniem. Pozwala to uniknąć chaosu w porcie i daje pewność, że zamiast negocjacji na nabrzeżu, od razu ruszysz w stronę błękitnych lagun.

Wyspa Coron na Filipinach – top atrakcje

Atrakcje na Wyspie Coron to właściwie wyłącznie natura w swojej najbardziej surowej i obezwładniającej postaci. Nie ma tu zabytków ani muzeów – całą historię tego miejsca opowiadają wapienne klify, podwodne wraki i krystaliczne jeziora.

Mając do dyspozycji prywatną bangkę, zyskaliśmy największy luksus w tym regionie: możliwość modyfikowania planu na bieżąco. Prosiliśmy naszą załogę, by płynęła „pod prąd” dużych wycieczek i zorganizowanych grup, które masowo zalewają laguny w konkretnych godzinach. Dzięki temu, gdy inni tłoczyli się w jednym miejscu, my mogliśmy cieszyć się spokojem tam, gdzie tłum dopiero miał dotrzeć lub właśnie go opuścił.

Turkusowy symbol wyspy – Jezioro Kayangan

Jezioro Kayangan regularnie uznawane jest za najczystsze jezioro w całej Azji. Droga do niego prowadzi przez strome, wapienne klify, które trzeba pokonać, wchodząc po około 160 stopniach. W połowie podejścia znajduje się słynny punkt widokowy – to właśnie tutaj powstają wszystkie ikoniczne zdjęcia, które stały się wizytówką archipelagu. Gdy już nacieszysz oczy panoramą zatoki, schodzisz w dół, prosto do ukrytego jeziora o niesamowitej, turkusowo-zielonej barwie.

Panoramiczny widok z góry na zatokę otoczoną wysokimi, stromymi skałami wapiennymi o szarym kolorze, gęsto porośniętymi zielenią. W krystalicznie czystej, niebiesko-turkusowej wodzie zacumowanych jest kilkanaście białych łodzi bangka. Na pierwszym planie widać liście tropikalnych drzew obramowujące widok, a w oddali kolejne wyspy i góry pod błękitnym niebem z białymi chmurami.
To najczęściej fotografowane miejsce na Filipinach. Widok z przełęczy ukazuje turkusową zatokę otoczoną monumentalnymi formacjami wapiennymi, gdzie tradycyjne łodzie bangka czekają na turystów odkrywających magię Jeziora Kayangan/fot. Agnieszka Skucińska

Kiedy staniesz nad brzegiem Kayangan, szybko zrozumiesz, że panują tu żelazne reguły. Najważniejszą z nich jest bezwzględny obowiązek pływania w kamizelkach ratunkowych. Choć gruba pianka kamizelki odbiera nieco komfortu i swobody ruchów, warto się z tym pogodzić – w końcu celem jest samo zanurzenie się w krystalicznych wodach tego wyjątkowego jeziora.

Nawet jeśli czujesz się w wodzie jak ryba, strażnicy z ludu Tagbanwa nie uznają wyjątków. Kamizelka musi być zapięta przez cały czas, a rygor ten nie jest jedynie turystycznym kaprysem. To wynik bolesnych lekcji z przeszłości i tragicznych utonięć, do których dochodziło tu w minionych latach. Akceptując te zasady, okazujesz szacunek nie tylko dla bezpieczeństwa, ale i dla zasad gospodarzy tego raju.

idok na Jezioro Kayangan na wyspie Coron. Na pierwszym planie krystalicznie czysta, turkusowa woda, w której widać podwodne skały. W tle wysokie, strome skały wapienne pokryte gęstą, zieloną roślinnością. Po lewej stronie znajduje się drewniany pomost, na którym stoją turyści w kamizelkach ratunkowych, a kilka osób kąpie się w jeziorze
Jezioro Kayangan na Filipinach, znane jako jedno z najczystszych jezior w Azji, zachwyca turkusową, przejrzystą wodą/fot. Agnieszka Skucińska

Barracuda Lake – królestwo termokliny

Choć to jezioro Kayangan skrada show na zdjęciach, Barracuda Lake to miejsce dla tych, którzy chcą poczuć magię głębi. Jezioro słynie z niezwykłych zjawisk termicznych – woda gwałtownie zmienia temperaturę, przeskakując między 28°C a niemal 38°C. Pod wodą czekają poszarpane formacje skalne, które wyglądają jak krajobraz z innej planety.

Podobnie jak w Kayangan, tutaj również obowiązuje bezwzględny nakaz pływania w kamizelkach ratunkowych. Wyjątek stanowią jedynie certyfikowani nurkowie schodzący pod wodę z pełnym akwalungiem – oni, pod opieką instruktorów, mogą eksplorować głębiny bez pomarańczowych „pływaków”.

Jednak dla nas, snorkelerów, kamizelka pozostaje obowiązkowym wyposażeniem. Choć trzyma nas ona na powierzchni i uniemożliwia swobodne nurkowanie pod wodę, pozwala bezpiecznie podziwiać ten surrealistyczny, podwodny świat.

Wyspa Coron - jezioro Barracuda - Szerokie ujęcie jeziora otoczonego wysokimi, ciemnoszarymi skałami wapiennymi z kępami zieleni. W ciemniejszej, głębokiej wodzie unosi się grupa turystów w pomarańczowych i fioletowych kamizelkach ratunkowych. Na pierwszym planie po prawej stronie widać ostrą krawędź skalną, a niebo nad jeziorem jest lekko zachmurzone.
Jezioro Barracuda to raj dla nurków i miłośników snorkelingu/fot. Agnieszka Skucińska

Twin Lagoon i skalne przejście

Dwie przepiękne błękitne laguny rozdzielone potężną ścianą skalną to jedno z najbardziej intrygujących miejsc na wyspie. Warto wiedzieć, że tradycyjne łodzie (bangki) zostają u progu pierwszej laguny – od tego momentu poruszasz się już wyłącznie wpław.

Aby dotrzeć do drugiej, ukrytej części, musisz najpierw przepłynąć całą długość pierwszej laguny. Prawdziwe wyzwanie czeka jednak na samym końcu: przejście między nimi prowadzi pod niskim skalnym łukiem. Podczas przypływu przestrzeń jest tak mała, że musieliśmy niemal całkowicie położyć się na tafli wody, by bezpiecznie przecisnąć się pod skałą.

Moja rada: Jeśli ktoś nie czuje się pewnie, wpływając pod skalny łuk, nie musi rezygnować z przygody. Można skorzystać z drabinki i przejść górą, bezpośrednio po skale.

Pływając w Twin Lagoon, możesz poczuć niesamowite zjawisko termokliny – woda w ułamku sekundy zmienia się z lodowatej w gorącą, gdy zimne prądy słodkie mieszają się z nagrzaną wodą morską.

Widok na płytką, jasnoturkusową lagunę z krystalicznie czystą wodą. Na wodzie unoszą się dwie tradycyjne filipińskie łodzie z bambusowymi płozy (bangka). W tle widać strome, szare skały porośnięte roślinnością oraz małą drewnianą chatkę na brzegu. W oddali na wodzie widać kolorowe kajaki i kąpiących się ludzi.
Twin Lagoon to jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc na wyspie Coron, gdzie wysokie klify oddzielają od siebie dwie ukryte zatoki/fot. Agnieszka Skucińska

Banul Beach – definicja raju

Mała, pocztówkowa plaża z piaskiem białym jak mąka, otoczona ciemnymi ścianami klifów. To był nasz ostatni przystanek. Oddech na tym miękkim piasku i widok na naszą bangkę kołyszącą się na turkusowej fali to obrazek, który przywołuję do dziś.

Skeleton Wreck – historia pod lustrem wody

Wrak japońskiego statku zaopatrzeniowego z II wojny światowej leży tak płytko, że widać go doskonale podczas snorkelingu. Pływanie nad stalowym szkieletem porośniętym koralowcami i otoczonym przez tysiące ryb budzi niesamowite emocje.

Piaszczysta plaża Banul Beach z rzędem drewnianych wiat wypoczynkowych o dachach ze strzechy. Przed chatkami rozciąga się pas jasnego piasku, a na pierwszym planie widać spokojną, turkusową wodę. W tle wznoszą się ciemne skały i tropikalna roślinność. Na plaży widać kilku turystów oraz małą łódkę przy brzegu.
Banul Beach to idealne miejsce na przerwę obiadową podczas rejsu/fot. Agnieszka Skucińska

Zakończenie roku – Wyspa Coron na Filipinach, czyli Sylwester inny niż wszystkie

Na wyspie Coron byliśmy 31 grudnia 2025 roku. Dokładnie rok wcześniej, tego samego dnia, żegnaliśmy stary rok na piaszczystych plażach Antigui na Karaibach – również w trakcie rejsu. 

Choć to dwa zupełnie inne światy, oba udowadniają, że najlepsze scenariusze na ten ostatni dzień roku pisze sama geografia.

Kiedy słońce zaczęło schodzić niżej nad turkusową taflą Morza Sulu, a nasza bangka powoli wracała do portu na Busuandze, czułam po prostu, że to był dobry dzień. Bez hucznej oprawy i sylwestrowej presji, za to z widokiem na klify ludu Tagbanwa, który zostaje w pamięci znacznie dłużej niż jakiekolwiek fajerwerki.

Gdy wchodziłam z powrotem na trap Norwegian Sun, nie szukałam świętowania. Wystarczyło mi to, co zobaczyłam przez te kilka godzin na wodzie – surowy, autentyczny Coron, który broni się sam, bez żadnego naciągania.

FAQ – wyspa Coron na Filipinach. Najczęściej zadawane pytania

Czy na Coron jest lotnisko

Technicznie rzecz biorąc – na samej wyspie Coron nie ma lotniska. Lotnisko Busuanga (USU) znajduje się na sąsiedniej, większej wyspie o tej samej nazwie (Busuanga), która jest bazą wypadową do zwiedzania Coron.

Jak się dostać na Wyspę Coron

Samolotem: Loty z Manili lub Cebu.
Promem: Szybkie połączenie z El Nido.
Statkiem wycieczkowym: Podczas rejsu po Azji (np. statkiem Norwegian Sun). Zwróć uwagę czy wycieczkowiec ma na trasie port na Busuandze/Coron.

Ile czasu warto spędzić na Coron?

Jeśli płyniesz statkiem wycieczkowym, jeden intensywny dzień (tzw. Island Hopping) wystarczy, by zobaczyć najważniejsze jeziora i laguny. Jeśli podróżujesz stacjonarnie, zaplanuj 3-4 dni, aby móc odwiedzić też dalsze, puste plaże i ponurkować na wrakach.

Czy to prawda, że pływanie w kamizelkach ratunkowych jest obowiązkowe? 

Tak i to bezwzględnie. Na jeziorach Kayangan i Barracuda strażnicy pilnują, aby każdy miał zapiętą kamizelkę. Wyjątkiem są jedynie certyfikowani nurkowie z akwalungiem w jeziorze Barracuda.

Czy w jeziorach na Coron są krokodyle?

To częsta obawa. Nie, w jeziorach na Coron nie ma krokodyli.

Jakie buty zabrać na wyprawę po Wyspie Coron? 

Schody prowadzące do jeziora Barracuda są w złym stanie – zbudowane z desek, opon i przybite zardzewiałymi gwoździami. Koniecznie zabierz solidne buty do wody z twardą podeszwą, które ochronią Cię przed skaleczeniami i ułatwią wspinaczkę po śliskich schodach i podestach.

Jaka jest najpiękniejsza wyspa na Filipinach?

Choć walka o ten tytuł zawsze toczy się między El Nido a Boracay, to Coron wygrywa w kategorii najbardziej surowego i majestatycznego krajobrazu. To miejsce dla tych, którzy zamiast luksusowych kurortów szukają autentycznego kontaktu z potęgą natury.

Jaki jest najlepszy miesiąc na podróż na Filipiny? 

Najlepszy czas na wizytę to pora sucha, która trwa od grudnia do maja. Wtedy szanse na słońce są największe, a morze jest najspokojniejsze.
Warto jednak wiedzieć, że:
Grudzień – Luty: To szczyt sezonu (wtedy też tam byłam). Pogoda jest idealna, choć bywa nieco chłodniej (ok. 25–28°C).
Marzec – Maj: To filipińskie „lato”. Jest bardzo gorąco, a przejrzystość wody jest wtedy absolutnie najwyższa – raj dla nurków.
Czerwiec – Listopad: To pora deszczowa i sezon tajfunów. Choć ceny są niższe, ryzyko, że Twoja bangka nie dostanie pozwolenia na wypłynięcie z portu ze względu na wysokie fale, jest bardzo duże.

Agnieszka Skucińska

Agnieszka Skucińska – podróżniczka, autorka i twórczyni sagawpodrozy.pl. Przemierzyła świat od Karaibów po Alaskę, a swoimi doświadczeniami z kilkunastu lat wypraw dzieli się na łamach portalu. Pisze tylko o tym, co przeżyła, stawiając na autentyczność, praktyczne detale i inspirujące serie podróżnicze.

Zobacz wpisy

Ustawienia widoku

Najnowsze

Kategorie